|
Tomek Lipnicki : Nirvana powoli przemienia się dla mnie w pewien symbol. Podobnie jak Beatlesi czy Doorsi sa symbolami lat sześciesiątych, tak samo Nirvana jest dla mnie zespołem lat dziewiędziesiątych. Staje się legendą. Dlatego zupełnie nieistotne sa dla mnie dalsze losy Grohla i Novoselica. Natomiast sama Nirvana pozostaje ważnym etapem w moim życiu. Ten zespół i to co sie po nim wydarzyło, to wszystko było maksymalnym zaskoczeniem. Myslę, że dla całego świata. Grunge, ta muzyka, postawy reprezentowane przez tych facetów, dały wielu ludziom naprawdę niezłego kopa. To co grali, to co mówili o świecie, jak wyrażali swoje emocje, było naprawdę wspaniałe. Pod wzgledem muzycznym najwiekszym ciosem było dla mnie Soundgarden. Gdy jednak mówimy o zjawisku, na pierwszym miejscu zdecydowanie jest Nirvana. Na pewno spore znaczenia ma także Pearl Jam. Ale ten zespół nadal istnieje. Nagrywa, tworzy swoją historię. Nie zdażyło sie z nim nic aż tak spektakularnego, aby zacząć mówić o legendzie. Może, gdy zakończy działalność zasłuży sobie na taka legendę.
Zresztą gdyby Nirvana działała do dziś, gdyby Kurt sie nie zastrzelił, ta grupa pewnie podzieliłaby los Pearl Jam. Troche by się rozmyła. Cobain nie był doskonały. Ale nikt nie powiedział, że postać musi być idealna, zeby coś dla ciebie znaczyć. Człowieka kocha sie takim jaki jest, a nie jego wyidealizowany obraz. Na tym polega miłość. Kurt chyba był otoczony właśnie taką miłością. Choć raczej nie zdawał sobie z tego sprawy. Aby przetrwać to wszystko co stało sie jego udziałem, potrzeba naprawdę dużo siły. A ją sie albo ma, albo nie. Po prostu. Jedni maja grubszą skórę. Inni są bardziej wrażliwi i mniej odporni na ciosy. Ale zazwyczaj to właśnie ci najbardziej wrazliwi są też najwięksi...
|